2 months of hallucinating June

Absolute Cosmos pulse whispers the night upon. Lone bird song wishes the jewelled sound morn. By the water of Lethe, Nepenthe has eaten of my mouth petals rain. Lines liquify in kaleidoscope opiate air. Her shy touch, forestry silly by lea lay, pale blush anneal on her nude under the dark wave of the wood. From her ebony hair strange and the ashen ivy veins she has made a tress, by III pillars City of the Deaths. In the silvery foliage, into layers of her flesh stream magnetic lights of mystery Northern Sky. She turned her eyes to the West, Amber Suns eclipse in her hands.

Zaczęły rosnąć...

Zaczęły rosnąć. Rośliny nieznajomych mi dotąd gatunków chcą pieścić najczulsze miejsca na moim ciele, a ja chce zlizywać rosę pozostawioną przez nie na mojej skórze. Ich delikatne listki wtulają się w moje kształty. Chowały się od dawna ale nie jestem w stanie dłużej ich powstrzymywać. Niektóre rosną z wnętrza inne próbują się tam dostać. Przeplatając się szukają furtek. Rośliny nieznajomych mi dotąd gatunków wiją sie po moim ciele jak węże...

Thirst

Madly need her heart
Screaming, dreaming loud
Want to be mesmerized

On my lips her kiss like
Crushing sounds of silver seas

With my closed eyes
Touching what is hide

If the night still sleeps
Soon the glowing mornings meet

Madly need her heart
Screaming, dreaming loud
Want to be mesmerized

Turning lucent winds
Hanging on invisible strings

Place the pieces back
Beneath her skin shining blood

Always lead me dear
While im there and
while im here

Ecstasy


 I will retake you. I can see how you rise to Heavens mouth. I will divide you from eyeless world. I will guard the stars blazing under your thin skin, with my tears I will dew her dry parts. Open your veins and graced my lips with your blood, let me put a Scarlet Kiss on your bare mouth.

Cosmic rays lively in our wings, floating us to darkling distant lone Galaxy lights. Behold heads, emerging from the plumes, hurtling headlong horses. Lucent blue bodies ascendant under silvery dawn of Moon freezed crystal orb. Time to harness the horses.

Kochankowie

Ty pierwszy ja zobaczyłeś...

Po strunach Lutni popłynie
Melodia jej oczu cichych
Na palcach nosi mgliste pierścienie.

Między włosami Jej, Twój oddech ufny
Tchnieniem nasyci zakamarki głodne.
Ciała wasze Jedną Bielą napłyną

I zniknie kształt myśli rozmyty.

Arche

Separate from you-Anxiety
Sphere at the bottom of my stairs
Blade of grass moved with the wind
I close my eyes and see her moves
Thankful and light
Lucid dance
Transparent
Silent
Time endless
Wasp city of heather
Surrounded by
Deaf deep
Resonance of their lives
Falling down
In tender movement
Of his dance
Touched by the sun
And watered by the plants
Enclose with your smell
of warm Ether
and wet Earth


 

Kości

Z szarości milczenia  zimnego kamienia,
W miękkie kolory mchu przypomnienia,
W głąb gęstej ziemi krwi rozerwanie,
W złote koronki promyków spotkanie.
W szczelinie między warstwami,
U wrót odbicia jezior przejrzystych,
Nadziejii Smierć oddaje

 

Do niej

Ty co na głowie księżyc nosiłaś
I bladym gwiazdą zejść z nieba kazałaś.
Czy pamiętasz,
Kiedy drzew by równo stały strzegłaś?
Zanim jeszcze czarne ptaki bez piór
Noc w swym gardle przyniosły.
Czy korony dygocące
na nowo Twą głowę okryją?
Ucięli Ci krzyżyk,
Co teraz na łańcuchu nosisz?
Czy rozbłysną jeszcze kiedyś,
Twoje loki czarnym srebrem?
Czy się jeszcze kiedyś perły
Na twej szyi zatoczą?
Czy się krwią napełnią gęstą
tamte czarno-białe dzieci?